Zaproszenie do Domu Misyjnego św. Józefa

Zapraszamy do Domu św. Józefa w Swarzewie!

Na tej stronie możecie sprawdzić najświeższe terminy w naszym domu, oraz nawiązać kontakt, zobaczyć gdzie jesteśmy:

Google maps (kliknij)

Dziękujemy za wszelką pomoc duchową i materialną, którą doświadczamy od Was!

Nasz Dom św. Józefa służy skupieniom, rekolekcjom dla WKC i dla wszystkich zainteresowanych oraz dla innych ruchów katolickich z Pomorza i z głębi kraju oraz jako Dom Pielgrzyma dla osób odwiedzających położone obok Sanktuarium Matki Bożej Swarzewskiej, Królowej Polskiego Morza. Nie brakuje również spotkań dla dzieci i młodzieży. Regularne rekolekcje odbywają Anonimowi Alkoholicy i inni... Latem spotykają się rodziny katolickie...

W Domu Misyjnym (Rekolekcyjno-Formacyjnym) św. Józefa mieszkają i pracują Misjonarze Krwi Chrystusa: ks.Zbigniew Lesiczka ,ks.Bogusław Witkowski, ks.Andrzej Szymański, br. Jerzy Czerniawski.

Pod nasz Swarzewski Dom podlega Podregion Wspólnoty Krwi Chrystusa obejmujący 9 północnych diecezji

KONTAKT Z NAMI:

Adres: Dom Misyjny p.w św. Józefa, Swarzewo, ul. ks. Pronobisa 6A Poczta: 84-100 Puck

Telefon - furta: 058 / 674 14 29 (zapisy na rekolekcje, inne ogólne informacje).

E-mail: swarzewo@odkupieni.pl lub boguslaw@odkupieni.pl

Konto: Dom Rekolekcyjno-Formacyjny. Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa

PKO BP SA Wejherowo

33 1020 1912 0000 9202 0032 9581 z dopiskiem "ofiara na (...)"

Zgłoszenia: Dom św. Józefa ul. Ks. Pronobisa 6a, Swarzewo. 84-100 Puck . Tel 58 674 14 29; e-mail: swarzewo@cpps.pl , lub bogusław@odkupieni.pl

informacje o spotkaniach modlitewnych grupy Dobra Nowina na www.dobranowinaswarzewo.blogspot.com

www.dobranowinaswarzewo.blogspot.com



wtorek, 14 kwietnia 2015

Ekskomunika a in-vitro

Ze względu na wielka wartość człowieka, szacunek względem niego, aby budować większą świadomość wśród nas, naszych bliźnich i we wszystkich wierzących podaję fragment wywiadu na temat in-vitro. Myślę, że warto go przeczytać i przekazać innym. ks. Bogusław Witkowski cpps

"Na wszystkich, którzy poczną dziecko metodą in vitro oraz na wszystkich, którzy przyczyniają się do takiego zapłodnienia Kościół katolicki nakłada ekskomunikę. O tym dlaczego Kościół nie zmienia swojego stanowiska w kwestii in vitro rozmawiamy z ks. prof. Ryszardem Sztychmilerem, prawnikiem-kanonistą. 

(...)

MO: Czy ludzie, którzy poczęli dziecko metodą in vitro są wykluczeni z Kościoła katolickiego? 

RS: Nie. Na takie osoby spada kara ekskomuniki, która wcale nie oznacza wykluczenia z Kościoła.Ekskomunika powoduje ograniczenie praw człowieka w Kościele. Osoba, na którą jest nałożona ekskomunika nie może przyjmować sakramentów świętych, nie może też wziąć ślubu, ani być chrzestnym. Nie wolno jej również prosić o sakramenty dla swoich dzieci. 

Zgodnie z prawem kanonicznym na osobę, która dopuściła się in vitro, kara ekskomuniki spada automatycznie w chwili dokonania tego czynu. Żadna władza kościelna nawet nie musi o tym wiedzieć. Ekskomunika spada nie tylko na małżonków, którzy starają się o dziecko metodą in vitro, ale również na wszystkich, którzy w tym procederze uczestniczą, w szczególności na lekarzy. Także na tych, którzy głosując za ustawą o „in vitro” dopuszczającą uśmiercanie, przyczyniają się do korzystania z tej opcji. 

 W pewnym sensie karę podobną do ekskomuniki zna też system prawa polskiego. Za największe przestępstwa może bowiem zostać wymierzona m.in. kara pozbawienia praw publicznych (na stałe lub na określoną ilość lat). Ekskomunika może zostać zdjęta. Osoba, która dokonała in vitro jeśli chce znów zostać pełnoprawnym członkiem kościoła musi szczerze żałować swojego czynu oraz obiecać, że już nigdy więcej tego nie zrobi. Taka osoba musi też przyjąć od biskupa lub spowiednika odpowiednią pokutę i naprawić krzywdę, którą wyrządziła. Wtedy kara ekskomuniki może zostać zdjęta.

 MO:  Czy dziecko poczęte metodą in vitro może zostać przyjęte do Kościoła? 

RS: Może, a nawet powinno zostać ochrzczone. Dziecko poczęte metodą in vitro jest człowiekiem, nie można więc odmawiać mu przyjęcia do Kościoła. Aby osoba została ochrzczona musi spełniać dwa warunki: Po pierwsze musi być człowiekiem. Po drugie ktoś musi zagwarantować jego katolickie wychowanie. A gdy rodzice mają karę ekskomuniki o chrzest dziecka może poprosić ktoś inny wychowujący to dziecko, np. babcia. MO: Sejm debatuje na temat in vitro. Większość projektów zezwala na in vitro, a niektóre nawet pozwalają na jego refundację. 

Jak powinien zachować się polityk - katolik w momencie głosowania, aby pozostać w zgodzie ze swoim sumieniem?

 RS: Poseł należący do partii, która jest przeciwna in vitro jest w komfortowej sytuacji o tyle, że nie musi być rozdarty pomiędzy sumieniem i poglądami swoimi, a poglądami partii, którą reprezentuje. Poseł wywodzący się z partii, której program popiera in vitro, musi się zastanowić, co dla niego jako człowieka jest ważniejsze. Jeśli życie ludzkie ma dlań nadrzędną wartość, powinien zagłosować przeciw ustawie dopuszczającej „in vitro” z możliwością zamrażania i uśmiercania poczętych dzieci. Jeśli zaś poseł – niezależnie od tego, czy jest katolikiem, czy nie - uzna, że należy dawać ludziom to, co chcą, niezależnie od tego, czy to jest dobre, czy złe – zapewne zagłosuje „za”. Jednak katolik nie może wtedy czuć się, że jest dobrym katolikiem, że ma pełną przynależność do Kościoła. Najczęściej jest chyba tak, że ci ostatni nie znają konsekwencji takiej postawy. Albo nie znają biologii, medycyny i nie wiedzą, że przy „in vitro” dochodzi do świadomego uśmiercania dzieci (zarodków). Albo wiedzą o tym, ale tym się nie przejmują. Nie zważają ani na V przykazanie Boże (nie zabijaj), ani na prawa człowieka. A jeśli znają i biologię i nauczanie Kościoła, a dalej mówią, że są dobrymi katolikami i są za „in vitro”, to jest to jakieś dziwne rozdwojenie. Ufam jednak, że czasami może być i u nich dobra wola, np. gdy ulegli argumentom o dobrym zamiarze, o chęci tylko powołania życia, a nie wiedzieli o śmiertelnych skutkach. Dlatego trzeba z nimi rozmawiać. Nie wszystko, czego chce większość, jest lepsze. Większość ludzi chce np. znacznego zmniejszenia podatków, bo są one niesprawiedliwie wysokie. A słyszymy, że pomimo tego będą one raczej zwiększane. Prawo winno zawsze stać na straży dobra i szacunku dla każdego człowieka".

Rozmawiał: Marcin Osiak m.osiak@familie.pl Zobacz więcej: http://www.familie.pl/artykul/Dlaczego-Kosciol-potepia-in-vitro,1133,1.html#ixzz2D59HBznx(14.04.2015).

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Msza święta z czuwaniem przed Najświętszym Sakramentem, Swarzewo 18-19.04.2015 r




                 

Temat: Jezus Chrystus Księciem Pokoju (por. Iz 9,5)
Encyklika „Pacem In teris” – Jana XXIII
Skierowana do narodów świata , kierowników państw, wzywa do wzajemnej ufności i znalezienia trwałych warunków pokoju.          
     „Rodzinę, opartą na związku małżeńskim zawartym dobrowolnie, jednym i nierozerwalnym - należy uważać za pierwszy i naturalny związek społeczności ludzkiej. Dlatego należy otoczyć ją jak największą troską - tak w sprawach gospodarczych i socjalnych, jak w dziedzinie poglądów i obyczajów - wszystko w tym celu, aby rodzinę umocnić oraz dopomóc w pełnieniu właściwych jej zadań.” (PT nr 16)
Program czuwania:
Msza święta z modlitwą o uzdrowienie duszy i ciała do Krwi Chrystusa połączona  z czuwaniem  przed Najświętszym Sakramentem, Swarzewo 18-19.04.2015 r.
10:00 – Okazja do spowiedzi przez cały czas spotkania
12:00 – Msza święta
           - przerwa
13:15 – Nabożeństwo do św. Kaspra (modlitwa i indywidualne błogosławieństwo relikwiami)
15:00 -  Agapa
16:00 – Wprowadzenie do Adoracji z niespodzianką  (ks. Bogusław)
17:30 – Wystawienie Najświętszego Sakramentu (ks. Bogusław)
18:00 – Program prowadzony przez Młodzież (rozdział I Encykliki)
19:00 – Program prowadzony przez Wspólnotę „Dobra Nowina” (rozdział II-III Encykliki)
20:00 – Program prowadzony przez Wspólnotę z Gościecina (rozdział IV Encykliki)
21:00 – Program prowadzony przez Grupę Modlitewną z Gdyni (rozdział V Encykliki)
22:30 – Adoracja w milczeniu / Dla chętnych konsumpcja własnego prowiantu/
23:15 – 00:15 – Wspólne uwielbienie
00:30 – Msza święta

01:30 – Kontynuacja Adoracji w milczeniu
02:30 – Adoracja prowadzona ( ks Zbigniew )
03:00 – Koronka do Bożego Miłosierdzia
             ( Modlitwa za naszych zmarłych oraz Łaskę nawrócenia dla grzeszników )
04:00 – Godzina uwielbienia i dziękczynienia
05:00 - Zakończenie Adoracji ( Błogosławieństwo Fatimskie indywidualne )
Prosimy o zgłoszenie swojego udziału, przez co ułatwicie  nam organizację 

     całego programu modlitewnego i technicznego

    Misjonarze Krwi Chrystusa Dom Misyjny Św. Józefa    tel. + 48 ( 58 ) 674 14 29;  e – mail : swarzewo @  odkupieni.pl
www.dommisyjnyswarzewo.blogspot.com

niedziela, 12 kwietnia 2015

Migawki z rekolekcji z o. Michałem (Osiem błogosławieństw)

O. Mihovil (Michał) Filipović

Urodził się w mieście Derventa (Chorwacja) w rodzinie katolickiej jako siódme z ośmiorga dzieci. Ukończył szkołę podstawową i Technikum Chemiczne. Po odbyciu służby wojskowej podjął pracę w Zakładach Chemicznych, która nie dawała mu szczęścia. Szukając sensu życia, doznał wielkiej łaski. „Poczułem wielką miłość Bożą i pragnienie, by na nią odpowiedzieć” - mówi o. Filipović. Pomocy szukał m.in. na kartach Biblii, w odmawianiu Różańca. Chciał zrealizować powołanie do służby Bożej. Nie było to takie oczywiste, gdyż dla Europy Środkowo-Wschodniej były to czasy głębokiej komuny. Po II wojnie światowej Chorwacja wchodziła w skład Jugosławii. Przez całe dziesięciolecia reżim przedstawiał społeczeństwu Kościół katolicki, jego biskupów i kapłanów, jako współwinnych współpracy z hitlerowcami. Nienawiść była główną przyczyną krwawej wojny domowej, której skutki, zwłaszcza antagonizmy między Serbami i Chorwatami, widoczne są do dziś.

Do zgromadzenia Montfortianów, wskazanego przez proboszcza, młody Mihovil wstąpił w 1988 r. Formację zakonną odbył w Weronie, a studia teologiczne w Rzymie na Lateranum (1990-95). W 1997 r. wrócił do ojczyzny, do Zagrzebia. Niezapomnianym wydarzeniem, które do dziś wspomina z wielkim wzruszeniem, było spotkanie z Janem Pawłem II. Błogosławieństwo papieskie otrzymane w dniu wyjazdu z Wiecznego Miasta na dalszą kapłańską drogę jest dla niego wsparciem, zwłaszcza w trudnych momentach. W Chorwacji bardzo szybko dał się poznać jako człowiek modlitwy, otwarty na potrzeby innych. Powierzano mu kolejno funkcję asystenta ruchów religijnych: neokatechumenatu, Odnowy w Duchu Święty, Legionu Maryi, a nawet pracę w Akademii Wojskowej, gdzie przez 4 lata był kapelanem.



















środa, 25 marca 2015

Historia powstania Domu Misyjnego w Swarzewie - wersja robocza

Błogosławiona Krew  Jezusowa!
„Zanurzając się  w duchu w świętych Ranach Jezusa Chrystusa, naszego Pana.
Tam niech będzie miejsce naszego spoczynku i pokoju”
Kasper del Bufalo

Świadectwo Pani Teresy Komosińskiej

Był początek sierpnia 1984 r.
Miałam sen: Jestem przed kościołem św. Andrzeja Boboli w Gdyni – Obłuże.  Czasy są niespokojne. Wysłannicy piekła (urzędnicy) zostali wysłani, aby zwodzić ludzi. Dopadło mnie dwóch wysłanników piekła. Jeden z nich przyłożył mi do szyi ostry przedmiot i nalegał, abym powiedziała: „będziesz szkodzić ludziom”? a ja na to  - Nie. Nalegał i groził, że zaraz umrę. Drugi mówił: „Zostaw ją, ona jest dla nas stracona”. Jednak pierwszy nie ustępował powtarzając: „będziesz szkodzić ludziom?” W tym z kościoła wyszła grupa młodzieży. Tamten pobiegł zwodzić młodzież, ale ten drugi nie ustępował. Nagle usłyszałam za sobą głos św. Urszuli Ledóchowskiej. Zanurz się we Krwi Chrystusa, a się uratujesz”. Tak, ale ja się brzydzę krwi, no i jak mam się zanurzyć? W tej chwili zobaczyłam Krzyż Misyjny przed kościołem. Na krzyżu wisiała figura z jasnego drzewa – Jezus. Na piersi Jezusa kursywą wycięty był napis; Jezus, ale ten napis krwawi? Jakby chciał przekazać, że w środku jest żywy Jezus.
Zawołałam: Jezu ratuj!
W tym momencie znalazłam się w miejscu gdzie było serce Jezusa. Krew spływała jak ciepła fontanna. Było ciepło, dobrze, bezpiecznie. Parę dni chodziłam rozważając ten sen, który mnie do głębi poruszył. W tym czasie odwiedziłam starszą samotną panię  Władysławę Krzeminską. Pobożna pani miała zwyczaj ewangelizować przez rozłożenie książek, prasy itd. Przeglądając materiały natrafiłam na małą czerwoną książeczkę.
To mną wstrząsnęło. Przecież ja tego doświadczyłam we śnie, tak głęboko, że nie mogłam zapomnieć ani na chwilę. Rozpłakałam się. Proszę o tę książeczkę. Pani Władysława objaśniła mi, że to jest Wspólnota Krwi Chrystusa. Mówi, że może mnie zapisać przez wysłanie 15 zł na książeczkę i różaniec do Krwi Chrystusa. Dokonałam co trzeba i pani Władysława, jak wiele innych osób zapisała mnie do Wspólnoty Krwi Chrystusa, Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa wówczas jeszcze we Wrocławiu. One przysłały mi w połowie sierpnia 1984 r z datą 12.08.1984 potwierdzenie przynależności do Wspólnoty. To był początek mojej przygody ze Wspólnotą. Znalazłam „Perłę”, więc trzeba się nią podzielić z innymi. Polecałam przyjaciołom i znajomym tę Wspólnotę. Przybywało członków. Była zima, krótko po Nowym Roku 1985. Zima bardzo sroga. Wcześniejsze lata jeździliśmy z pielgrzymką na Jasną Górę. Nagle w środku zimy przyszła wielka tęsknota by być u Matki Bożej na Jasnej Górze. Jak powiedzieć o tym pragnieniu rodzinie? Ale Boża Rodzicielka działa. Przychodzi w śnieżycę, kiedy było  ślisko o lasce pani Władysława Krzemińska. To ona prosi mnie abym pojechała z nią do Częstochowy, bo dostała zaproszenie od Sióstr Adoratorek na pierwsze rekolekcje w Częstochowie w pierwszym Domu Misyjnym Misjonarzy Krwi Chrystusa (już nie we Wrocławiu lecz poza Wrocławiem). W duchu ucieszyłam się bardzo. Będę u Pani Jasnogórskiej. Mam powód. Jadę. Zima ciężka. W Gdańsku zatrzymano pociąg na dłużej. Rozważają decyzję czy pociąg dojedzie do Częstochowy. Jednak jedzie.
 Na rekolekcjach było nas trzy kobiety. Dwie z Lublina i ja z Gdyni. Pamiętam siostry: Zofię, Weronikę, Marię, Cecylię.
Poproszono mnie, czy zechciałabym być zelatorką Wspólnoty Krwi Chrystusa za panią Władysławę osobę wiekową. Miałam wówczas o wiele mniej lat. Zgodziłam się. Proszono mnie, abym rozejrzała się wśród chłopców, chętnych na rekolekcje, które miały odbyć się we ferie zimowe  1985 r. Wysłałam mojego syna Artura. Był zachwycony rekolekcjami.  Zaraził swoim zachwytem kolegów. Powstała grupa młodzieżowa, ponieważ członkowie Wspólnoty okręgu gdańskiego nie spotykali się. Zapisy były indywidualne. Trzeba było zacząć się spotykać. W tym czasie także mąż zapisał się do Wspólnoty. Swoją działalność i wstąpienie do Wspólnoty opisze oddzielnie. Było nas trzy osoby w rodzinie, to była już siła. Ja wśród kobiet, mąż u mężczyzn, syn – chłopców.
O. Winfried Wermter którego poznaliśmy w Częstochowie prosił nas o dostarczenie materiałów WKC[1], były to książki, czasopismo „Pomoc” itp. Dostarczaliśmy je indywidualnie do domów. Dostaliśmy kartoteki osób należących do Wspólnoty indywidualnie z województwa Gdańskiego. Obchodziłam z mężem Gdańsk, Gdynię i okolice według adresów z kartotek i nawiązywaliśmy kontakty. Nasza parafia św. Rodziny ma cudownego proboszcza: ks. Piotra Topolewskiego, który od początku był bardzo przychylny na działalność Wspólnoty Krwi Chrystusa w kościele. Organizowaliśmy comiesięczne spotkania w salce przy kościele, na które przychodziło ok sto osób z całego województwa. Na spotkanie był zaproszony o. Winfried, który był zaskoczony, że przez krótki czas zdołaliśmy zebrać tak wiele osób. Opracowałam grafik i co sobotę wysyłaliśmy 4 osoby na rekolekcje do Częstochowy.
Latem 1985 roku tj. rok po wstąpieniu do Wspólnoty o. Winfried zaproponował mi zadanie wówczas nie do zrealizowania, tak mi się wydawało. Znaleźć miejsce na wybrzeżu na Dom Misyjny. Byłam zdruzgotana. Jak ja mam się do tego zabrać? „Kura domowa” tak nazywano kobiety niepracujące, a ja się tak czułam.
Żyliśmy w świecie wojskowych. Napór komunizmu był ogromny. Zaraz po usłyszeniu tej propozycji poszłam do kaplicy. Co robić? O. Winfried mnie przecenia. Boże daj wskazówkę. Co robić? Podjąć się zadania czy odmówić? Nie mogłam. Przez parę lat z grupą kobiet jeździłyśmy dwa razy w roku: 7 marca i 7 listopada do Pelplina na grób Sługi Bożego bp Konstantyna Dominika, aby uprosił nam na wybrzeżu miejsce jak w Częstochowie, abyśmy nie musieli jeździć tak daleko na ”ładowanie akumulatorów” Trzeba podjąć się zadania. Prosząc o wstawiennictwo Sługi Bożego Dominika nie przeczuwaliśmy, że „załatwi” nam miejsce w swojej rodzinnej parafii.
W tym czasie nocowała w Domu św. Kaspra w Częstochowie pielgrzymka z naszej parafii. Obudziłam się nad ranem kiedy było ciemno. Z drugiego końca pokoju zawołała mnie Jadwiga Grzywna, czy może do mnie przyjść, bo ma ważną sprawę. Proszę powiedziałam. Wiesz Tereniu, powiedziała – miałam dziwny sen jak na jawie. Mówił do mnie Pan Jezus: „Powtarzaj Sanktuarium 3 razy”.
Ona pyta mnie co to jest sanktuarium, bo Pan Jezus kazał jej to zapamiętać (mówiłam, że żyliśmy w środowisku obcym religii). No więc ona mówi do mnie: „Byłam w budowanym pomieszczeniu, a Pan Jezus mówił: Jesteś w takim budynku, jak ten, który jesteś. Grunt już jest, to jest Sanktuarium, zapamiętaj i powiedz to”. Ja zmartwiona byłam, komu mam to powiedzieć. Było ciemno. Łzy spływały mi po policzkach, uznałam to jako znak, o który prosiłam. Jadwidze odpowiedziałam: „Nie martw się już powiedzieć, a byłam to prawie ja. Pędź spokojnie” Nie wiedząc o zadaniu myślała, że ją zbywam.
Grunt już jest przy  Sanktuarium!
Nie bardzo ufam sobie i Jadzi. Szukałam wszędzie. Zwierzyłam się mężowi. Razem chodziliśmy po okolicach szukając domu do sprzedaży. To były lata osiemdziesiąte. Nie było tak łatwo. Nie mogąc podołać zadaniu powiedzieliśmy o tym naszemu proboszczowi ks. Piotrowi Topolewskiemu. Obiecał pomóc. Po jakimś czasie przyszedł do naszego domu z nowiną. Są dwa miejsca przy Sanktuarium w Sianowie i w Swarzewie. Swarzewo jest odpowiedniejsze na dojazd. Wiadomość przekazaliśmy o. Winfriedowi. Przyjechał niezwłocznie. Udałam się z o. Winfriedem do Swarzewa. Przyjął nas Proboszcz ks. Stanisław Majkowski. Nastąpiła lustracja terenu. Byliśmy także u źródełka nad zatoką. To jest, to miejsce oświadczył o. Winfried. Potem poprosił, abym porozmawiała z mężem, czy mógłby się zająć budową. Drugie zadanie: przekonać męża, aby podjął się budowy. Mąż był zawodowym wojskowym. Czy to realne pomyślałam sobie? Czekałam na odpowiedni moment, aby powiedzieć mężowi co go czeka, jakie zadanie powierza mu los.
Pewnej nocy …….. opisuje to już (mąż) w swoim opisie, zdecydowałam, że to jest ten moment, aby mu to powiedzieć, lecz Matka Boża uczyniła to wcześniej. Po tym wydarzeniu zaczęliśmy się zastanawiać, jak mąż ma zwolnić się z wojska? Ja nie pracowałam zawodowo. Mieliśmy trzech synów, mąż odchodząc ze służby czynnej na rentę(wczesną)dostanie niewielkie wynagrodzenie, jak damy sobie radę? Aby mieć podstawę do odejścia musiał mieć orzeczenie niezdolności do służby(…).Po różnych perypetiach odchodzi ze służby wojskowej. (Przenosi się do Swarzewa i rzuca w wir pracy remontowej)[2].
Zaczęto od przystosowania stajni- obory.
Mąż przeniósł się do Swarzewa na stałe. Pomagaliśmy całą Wspólnotą, rodziną,  Oazą itp. W tym czasie prowadziliśmy także przygotowanie do adaptacji pralni w domu katechetycznym na tymczasową jadłodajnię dla ludzi przybywających do pomocy. Obok suszarni było „biuro” Wspólnoty. Do pomocy przyjeżdżali przyszli klerycy, bracia, młodzież z Gdyni itp.
Szczególnie oddana prowadzeniem kuchni była śp. Jolanta Kamińska. Chodziła po wsi do właścicieli ogrodów po owoce, warzywa itp. Przyrządzała z tego dżemy i ciasto. Był to bardzo pracowity czas. Pamiętam rozbijanie poideł w oborze. Wieczór godzina 21.00 a nasza rodzina przesiewa piasek, czyści dachówki, aby były na rano dla murarzy i dekarzy. Kiedy było zbyt trudno, chorowałam skarżyłam się Matce Bożej Swarzewskiej podczas Mszy św., że jest mi bardzo ciężko, że życie rodzinne było „w rozsypce”. Usłyszałam w duchu: ” Twoja pokora i poniżenie będą fundamentem na którym On będzie budował”. Rozpłakałam się. Matko Boża to ja proszę o zrozumienie, a tu taka odpowiedź. Ale po chwili dostałam takiej pociechy jakbym otrzymała prezent „klejnot”. Od tej chwili mogłam znosić wszystko. Wspólnota się rozrastała. Powstawały nowe grupy przy innych parafiach w diecezji. Obora przemieniła się dla nas w piękne miejsce na rekolekcje.
 Mówiła mi moja koleżanka, która było bardzo oddana sprawie – Marysia Malec, a która chciała zrezygnować z pomocy w Swarzewie i śniło jej się Swarzewo. Pan Jezus malował ściany. Jak to zobaczyła we śnie, że sam Pan Jezus pracuje bo nie ma komu, postanowiła przyjeżdżać. Bardzo ofiarnie pomagały: Genia Pusz, Genia Wyszecka, Bronia Mazur, Irena Jamrozik, Agnieszka Kuźmińska i wiele innych osób. Także ludzie z Oazy naszej parafii z Gdyni  pomagali w porządkowaniu terenu i na budowie. Bardzo dużo pomagali bracia ze wspólnoty jak: Eugeniusz Hase, Benedykt, Ignacy, Piotr Będziak i wielu innych.
Nadszedł dzień poświęcenia Domu św. Józefa[3]. Odbyły się uroczystości i zaczął się nowy etap życia Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa i Wspólnoty Krwi Chrystusa. Po święceniach kapłańskich ks. Wojciech Czernatowicz  był w Swarzewie przedstawicielem Zgromadzenia. Wieś musiała przyzwyczaić się do nowych ludzi. Równocześnie powstał dom dla sióstr[4] po drugiej stronie szosy. Przybyły nowe siły. Do domu sióstr przyjechało  kilka osób z s. Teresą przełożoną. Swarzewo stanęło o własnych siłach. Wówczas wycofałam się z czynnej pracy na rzecz Domu Misyjnego, moi synowie żenili się jeden po drugim. Czas było szukać pracy zarobkowej, aby wyrobić sobie emeryturę. Miałam już ponad 50 lat i tu mogła mi pomóc Matka Boża. W tym czasie po tylu latach to cud. Odmawiałam nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Na trzeci dzień koleżanka proponuje mi pracę. Biegnę bo wiem, że to Maryja tak sprawiła. Po trzech miesiącach chcę zrezygnować – jestem u kresu wytrzymałości, to akademik szkoły morskiej. Ale w nocy śni mi się Matka Boża w czapce studencki i mówi: „Ja tu też jestem”. Wtedy mówię: Nie zostawię Cię Maryjo. Pracowałam 10 lat z wyróżnieniem. Od czasu  tej pracy przyjaźnię się ze studentami, którzy mają swoje rodziny i komunikujemy się w różnych przykościelnych sytuacjach. Wszędzie można służyć Bogu.
Teraz Bóg powierzył mi zadanie opieki  nad stuletnią mamą.

Świadectwo Pana Edmunda Komosińskiego

                Po  zapisaniu się żony do Wspólnoty Krwi Chrystusa zapoznałem się bliżej z materiałami oraz dziełem św. Kaspra i postanowiłem udać się do Domu św. Kaspra w Częstochowie. Było to 1 lutego 1985 roku.
Na rekolekcjach było nas dwóch: ja i p. Krauze z Gdyni i więcej osób nie było. Rekolekcje prowadziła dla nas s. Maria. Po rekolekcjach w dniu 2 lutego zapisałem się do Wspólnoty. Od tego czasu systematycznie uczęszczałem w rekolekcjach. Organizowałem z żoną spotkania WKC w naszej parafii i wówczas o. Winfried wyznaczył mnie na animatora dla mężczyzn. Co miesiąc odbywałem spotkania w Częstochowie. W sierpniu 1986 roku zostałem wybrany animatorem krajowym. Na spotkania przy naszej parafii w Gdyni zapraszaliśmy o. Winfrieda, który był bardzo zadowolony z naszej pracy na wybrzeżu, że tyle osób należy do Wspólnoty.
W m-cu grudniu 1986 r. w czasie snu objawiła mi się Matka Boska w nieznanym miejscu. Była piękna w niebieskim płaszczu i uśmiechała się. Ja w śnie bardzo to przeżywałem i upadłem na kolana, gdyż Matka Boska chciała mi coś powiedzieć. W tym czasie żona przebudziła mnie, gdyż bardzo jęczałem. Wówczas byłem bardzo zły na żonę, gdyż mówię, że Matka Boska chciała mi coś powiedzieć, a tyś mnie obudziła. Żona mówi to ja ci powiem: o. Winfried chce budować Dom Misyjny na wybrzeżu lecz nie ma nikogo i czy ty byś się zgodził? Po tym śnie powiedziałem, że nie mogę odmówić. Żona oświadczyła mi, że miejsce już jest w Swarzewie. Skoro wyraziłem zgodę zmuszony byłem zwolnić się z pracy. Ze względu na stan zdrowia, zostałem zwolniony i otrzymałem rentę. Kiedy wyraziłem zgodę na budowę spotkałem się z o. Winfriedem celem omówienia spraw dotyczących budowy.
O. Winfried oznajmił, że jedzie do prowincji w Salzburgu, aby otrzymać pozwolenie i środki na budowę. Umówiliśmy się, że jak będzie wszystko pozytywnie, to wyśle mi telegram, że ciocia Emma przyjedzie. Na ten sygnał wiedziałem, że można przystąpić do budowy. Kiedy pracowałem w wojsku w ankiecie personalnej wpisałem, że nie mam nikogo za granicą. Potem dowiedziałem się, że przez trzy dni agenci z WSI oczekiwali przed moim domem na przyjazd osoby, czyli ciotki Emmy.
W dniu 1.03.1987 roku udałem się z o. Winfriedem do Swarzewa na plebanię, aby rozpocząć pracę. Kiedy zobaczyłem to miejsce przypomniał mi się sen, gdzie Matka Boska była właśnie w tym miejscu.
Dom, który zaadoptowaliśmy przeraził mnie, gdyż była to obora, gdzie kiedyś było bydło, konie itp. Cały strych wypełniony słomą, ubita na pół metra, a na parterze koryta betonowe. Dach nadawał się do remontu, belki niektóre trzeba było wymienić, a dach cały dziurawy. Do pracy porządkowych nie było chętnych, dlatego zaangażowano Panie z WKC z Gdyni, młodzież i kolegów znajomych. Ze strychu wywieziono ponad 20 przyczep słomy. Koryta rozbieraliśmy młotami. Jeszcze dużo było starego obornika. W maju przystąpiono do remontu dachu. W Swarzewie interesowały się mną osoby z Urzędu Bezpieczeństwa dlatego z o. Winfriedem udałem się do Kurii w Pelplinie, aby otrzymać pismo, że jestem pracownikiem Kurii w Pelplinie i zostałem delegowany do pracy w Swarzewie. Takie pismo otrzymałem dzięki Ks. Prałatowi dr. Zygmuntowi Labudzie, który był bardzo przychylny sprawie budowy Domu Misyjnego. Obawiałem się, że ze strony Władz Komunistycznych mogą zrobić mi krzywdę. Przez trzy lata mieszkałem w domu kachetetycznym korzystając z uprzejmości ks. Stanisława Majkowskiego, jak również z posiłków na plebanii.
Bardzo duże trudności były w uzyskaniu materiałów budowlanych, gdyż były wówczas reglamentowane i tylko na przydziały, a my takich nie mogliśmy otrzymać. Dużo materiałów uzyskano po znajomości dzięki życzliwości ks. Stanisława. Nie można było remontować bez materiałów. Drzewo załatwiono w okręgowych lasach w Gdańsku na 20 metrowej dłużycy.   Trzeba było z lasu dostarczyć do tartaku, aby uzyskać deski, belki itp. Dzięki przychylności leśniczego otrzymaliśmy dwa razy więcej drewna jak opiewał dokument. Żwir załatwiono z łapanki na drodze. Najgorzej było z wapnem i cementem. Po znajomości otrzymałem po 2 lub więcej worków z GS Puck, gdyż tam pracowała znajoma księdza. Kiedyś przed rozpoczęciem pracy rano nie miałem cementu, modliłem się do św. Józefa o pomoc. Nagle rano przyszedł gospodarz ze Swarzewa i pyta czy ja potrzebuję cement, bo otrzymał 10 worków na przydział, ale obecnie mu nie trzeba. Zrozumiałem tu pomoc św. Józefa. Takich momentów doświadczałem wiele razy. Do Swarzewa o. Winfried przysyłał różnych ludzi do pomocy z kraju z innych Wspólnot. Dlatego była niezbędna kuchnia i stołówka by zabezpieczyć posiłki dla ciężko pracujących.
Budynek nie miał instalacji wody, ani światła. Kiedy na piętrze były już pierwsze pomieszczenia przyjechał o. Winfried i kazał nam przygotować jedno pomieszczenie, aby odprawić pierwszą Mszę Św. Przywiózł również tabernakulum do przyszłej kaplicy.
Wiosną w 1989 r oddano do użytku kuchnie i stołówkę w budowanym domu. Po święceniach kapłańskich o. Winfried skierował do Swarzewa ks. Wojciecha i br. Heńka. Kiedy było wiadome, że Ojciec święty Jan Paweł II będzie w Gdyni. Postanowiliśmy z Eugeniuszem Hase  wykonać tablicę (kamień węgielny)z nazwą Domu św. Józefa w Swarzewie, aby Ojciec Święty ją poświęcił. I tak też się stało. Tablica została poświęcona na Skwerze kościoła w Gdyni podczas pobytu Ojca Świętego. Na potrzeby różnych prac tu w Swarzewie zorganizowano stolarnię, którą prowadził i wykonywał wszelkie prace pan Piotr  Będziak ze Wspólnoty Krwi Chrystusa z Gdyni. Była to wielka pomoc podczas budowy. Mimo, że jeszcze nie zakończono wszystkich prac o. Winfried zakupił po drugiej strony jezdni dom dla sióstr adoratorek. Trzeba było go remontować. O. Winfried polecił mi rozbudowę tego domu. Ponieważ miałem nadbudować jeszcze jedno piętro zmuszony byłem wzmocnić fundamenty i ściany na parterze, gdyż były zbyt słabe, aby unieść ciężar drugiego piętra. Ponieważ wokół domu był duży ogród postanowiłem zbudować cieplarnię na sadzenie warzyw, nowalijek itp. Od tego czasu kuchnia miała swoje warzywa i nie trzeba było kupować. Nadwyżki były przekazane do Częstochowy, gdzie siostry były bardzo wdzięczne. Wybudowano dla sióstr dodatkowe piętro oraz kaplicę. Ogród zagospodarowano, a wokół nasadzono iglaki. W ostatnim roku mojej pracy nie musiałem już zamieszkiwać w Swarzewie lecz codziennie dojeżdżałem do Gdyni, gdyż na stałe był już br. Heniek.
Dom Misyjny i kaplica  została poświęcona przez bp Mariana Przykuckiego Ordynariusza z Pelplina, który bardzo chwalił powstanie dzieła i wybudowanie kaplicy.
Skoro już w naszej Wspólnocie jest pierwszy ojciec i bracia Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa, postanowiłem zakończyć dalszą pracę w Swarzewie gdyż było już komu nadzorować. Motywacją moją było to, że przez cały czas pracy w Swarzewie nie pobierałem żadnego wynagrodzenia, a tylko pokrywałem koszty przejazdów (…). Ponadto przez transformację  w naszym kraju renta moja już nie wystarczyła na pokrycie opłat i wydatków związanych z utrzymaniem rodziny. Zmuszony byłem podjąć pracę zarobkową i wyrobić sobie emeryturę. Ponadto obowiązki rodzinne wzywały, czekała na mnie bardzo ważna sprawa, aby pomóc chłopcom moim  w założeniu rodziny.
Był to jedyny powód mojej rezygnacji wiosną 1990 roku. Tym bardziej, że już miał kto pracować i prowadzić dalsze prace związane z rozbudową Domu Misyjnego.
Oddałem się całkowicie woli Bożej i nie oczekiwałem nagrody. Moi znajomi mówili do mnie, że za bardzo angażowałem się w pracy na rzecz WKC i zaniedbywałem swoją rodzinę.
Św. Kasper mówił: bądź gotów na to, że nie będziesz rozumiany przez bliźnich, sąsiadów itp.
Dlatego Krew Chrystusa i modlitwa umacniała minie w dalszym moim życiu. Św. Kasper pomógł mi znaleźć dobrą pracę i doczekałem emerytury.
Kochać Krew Chrystusa, to budować na wierze, nadziei i miłości.

Historię powstania WKC i Domu Misyjnego na wybrzeżu opisali: Małżonkowie: Teresa i Edmund Komosiński
Gdynia, 15.03.2014 r.


                                   


[1] Wspólnoty Krwi Chrystusa
[2] Przypis Ks. B. Witkowski cpps
[3] Pod takim wezwaniem został erygowany Dom Misyjny w Swarzewie(Przypis ks. Bogusław Witkowski cpps).
[4] Chodzi o Misjonarki Krwi Chrystusa(Przypis ks. Bogusław Witkowski cpps).