Zaproszenie do Domu Misyjnego św. Józefa

Zapraszamy do Domu św. Józefa w Swarzewie!

Na tej stronie możecie sprawdzić najświeższe terminy w naszym domu, oraz nawiązać kontakt, zobaczyć gdzie jesteśmy:

Google maps (kliknij)

Dziękujemy za wszelką pomoc duchową i materialną, którą doświadczamy od Was!

Nasz Dom św. Józefa służy skupieniom, rekolekcjom dla WKC i dla wszystkich zainteresowanych oraz dla innych ruchów katolickich z Pomorza i z głębi kraju oraz jako Dom Pielgrzyma dla osób odwiedzających położone obok Sanktuarium Matki Bożej Swarzewskiej, Królowej Polskiego Morza. Nie brakuje również spotkań dla dzieci i młodzieży. Regularne rekolekcje odbywają Anonimowi Alkoholicy i inni... Latem spotykają się rodziny katolickie...

W Domu Misyjnym (Rekolekcyjno-Formacyjnym) św. Józefa mieszkają i pracują Misjonarze Krwi Chrystusa: ks. Mariusz Szykuła, ks.Zbigniew Lesiczka , ks.Andrzej Szymański.

Pod nasz Swarzewski Dom podlega Podregion Wspólnoty Krwi Chrystusa obejmujący 9 północnych diecezji

KONTAKT Z NAMI:

Adres: Dom Misyjny p.w św. Józefa, Swarzewo, ul. ks. Pronobisa 6A, Poczta: 84-100 Puck

Telefon - furta: 058 / 674 14 29; 510 282 700 (zapisy na rekolekcje, inne ogólne informacje).

E-mail: swarzewo@odkupieni.pl lub dommisyjny@gmail.com

Konto: Dom Rekolekcyjno-Formacyjny. Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa

PKO BP SA Wejherowo

33 1020 1912 0000 9202 0032 9581 z dopiskiem "ofiara na (...)"

Zgłoszenia: Dom św. Józefa ul. Ks. Pronobisa 6a, Swarzewo. 84-100 Puck . Tel 58 674 14 29; e-mail: swarzewo@cpps.pl , swarzewo@odkupieni.pl lub dommisyjny@gmail.com

informacje o spotkaniach modlitewnych grupy Dobra Nowina na www.dobranowinaswarzewo.blogspot.com

http://dobranowinaswarzewo.blogspot.com/

Zapraszamy na organizowane przez nasz Dom pielgrzymki. Wszelkie istotne informację znajdziecie pod linkiem:

http://naszepielgrzymowanie.blogspot.com/



środa, 9 października 2013

śp. ks. Tadeusz Panasiak cpps

Jesteśmy w atmosferze modlitwy za naszych zmarłych. Modlimy się za nich wierząc, że oni wspierają nas swoimi modlitwami.



23 listopada 2013 przypada 20 rocznica śmierci ks. Tadeusza Panasiaka, kapłana i Misjonarza Krwi Chrystusa, którego grób znajduje się w Swarzewie. Ksiądz Tadeusz pozostaje w naszej pamięci, bo przecież mieszkał do końca ziemskiej wędrówki, w Domu św. Józefa w Swarzewie. Był gorliwym kapłanem i Misjonarzem Krwi Chrystusa. „Zostawiając wszystko, znajduję wszystko- Boga samego”. Mówią o tym Jego homilie- z których jedną zamieszczamy z tej okazji

  Homilia p.t. „Msza św.”             


 
    Co się dzieje podczas Mszy św.?
  Niedawno arcybiskup Paryża kard. Lustiger wydał książkę pt. „Wybrałem Boga”. W czasie wywiadu prasowego w związku z tą książką padało wiele pytań ze strony dziennikarzy. Jedno z nich brzmiało:

   „Co się dzieje podczas Mszy św.?”

   To pytanie świadczy o tym, że ten temat bardzo interesuje dzisiejszego człowieka nie tylko we Francji. Również nasi rodacy stawiają podobne pytania. Zdarzyło mi się usłyszeć takie wypowiedzi: „Nie chodzę na Mszę św., bo tam jest nudno , tam się nic nie dzieje”. Czy naprawdę nic się nie dzieje? Dzieje się wiele, bardzo wiele! - Posłuchaj!

  Po klęsce wrześniowej w 1939 r. wracał do domu polski żołnierz. Przetrwał front szczęśliwie,   chociaż kule gwizdały wkoło i granaty rozrywały się blisko, jakoś odłamki go omijały. Więc choć głodny i zmarznięty, ale z radością w sercu wracał do swoich. Przeszedł wiele dziesiątków kilometrów. Pozostało mu niewiele- przejść jeszcze musi łąki i zagajnik koło ojcowskiego pola. Zza zagajnika pada strzał i żołnierz wali się twarzą w pył drogi. Wychodzi drab z karabinem w garści
z dymiącą jeszcze lufą. Z widocznym zadowoleniem mruczy cicho pod nosem: „Chociaż dawno wyszedłem z wojska, to mam jeszcze dobre oko, nie chybiłem! Zima się zbliżą, taki ciepły żołnierski płaszcz z wojskowego sukna bardzo mi się przyda.” Żeby jednak zdjąć płaszcz musiał zabitego żołnierza odwrócić na wznak. Kiedy przewrócił go twarzą ku górze, zamarł. Zastrzelił brata!

  Na pewno oburzasz się w duszy, mówisz jak tak można, gdzie serce?! Dziwisz się, że nie zadrżała ręka, gdy celował do bezbronnego, wynędzniałego obrońcy ojczyzny.

  Po co ten przykład, zapytasz?

  Bo widzisz, to ja zabiłem swego starszego Brata- Jezusa Chrystusa! Już przez to samo winien jestem śmierci
Chrystusa, że należę do zbuntowanego rodu Adama. A Jezus przyszedł na świat po to, aby swoją śmiercią zgładzić grzech Adama. Ale czy mogę zadać kłam słowom Jezusa, który mówi: „Gdyby ktoś z was rzekł, że jest bez grzechu, kłamcą jest”.

  Otóż ten drab zabił brata jednym strzałem. Ja dokonałem tego z wszystkimi szykanami. To ja skradłem się do Ogrójca z pochodnią w jednej i kijem w drugiej ręce, gdy szedłem za mdłym światłem swojego rozumu, a nie za światłem Ewangelii Chrystusowej. To ja zarzucałem więzy na Jezusa, aby Go pojmać, gdy nie chciałem, żeby Jezus i Jego Prawo rządziły moim życiem. To ja biegłem do Ogrodu Oliwnego wywijając kijem, kiedy w swoim życiu byłem niezdecydowany
i szedłem raz na prawo, raz na lewo. Raz występowałem w obronie Chrystusa, innym razem przeciwko Niemu, albo przynajmniej milczałem i nie broniłem jego sprawy wobec ludzi atakujących Kościół Chrystusowy i Jego naukę. To ja tym twardym kijem wygrywałem twarde chordy na żebrach Chrystusa, gdy lekceważyłem grzechy i beztrosko je popełniałem. To ja ściskałem w dłoni 30 srebrników, gdy wybierałem dobra i rozkosze ziemskie zamiast Chrystusa.
A Jezus z grzechów moich i z grzechów wszystkich ludzi, którzy byli przed Nim i będą po Nim sporządził sobie krzyż do którego ja go przybiłem.

  Nasz tak dobrze się, a przedwcześnie zmarły poeta Wojciech Bąk tak tę myśl wyraża w formie poetyckiej:

                                                    
                                      „Ja w dłoni miałem młot. I gwóźdź po gwoździu
                                        Wpijał się w Twoje dłonie i żyły rozdzierał.
                                        Wlałem ogień w Twe ciało i łamałem kości,
                                        Byś płonący cierpieniem na krzyżu umierał.

                                                          Ja poiłem Cię żółcią i octem, gdyś wołał
                                                          Konający z pragnienia drżącym głosem: „Pragnę!”
                                                          I śledziłem jak długo pierś oddychać zdoła,
                                                          Zanim zgonem zamilkną wargi Twe pobladłe...
                                      
                                        I wiecznie gwóźdź mój ciało skrwawione rozdzierał
                                        I włócznia moja piersi zsiniałe rozrywa-
                                        I wiecznie pod ciosami moimi umierasz!”

  W Mszy św. zaraz po przeistoczeniu, śpiewamy: „Oto wielka tajemnica wiary. Głosimy śmierć Twoją Panie Jezu. Wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie”. To jest właśnie ta wielka tajemnica wiary, że Pan Bóg podczas Mszy św. w cudowny sposób przekreśla granice czasu i przestrzeni
i w tej jednej godzinie uobecnia się wszystko co się działo od Ostatniej Wieczerzy poprzez Golgotę, aż do Zmartwychwstania. Ale nie tylko. Stąd z poetą- możemy dalej powtarzać:

                                     „I wiecznie się powtarza sąd i tłumu śmiech,
                                      I biczowanie, upadanie, krzyżowanie
                                      I zimny pot na skroniach i zastygła krew
                                      I grób w skale – i z grobu nowe Zmartwychwstanie.
 
                                                    -Ja jestem Twym siepaczem i zdrajcą, i sędzią,
                                                    I krzyżem jestem Twoim, i trzydniowym grobem,
                                                    Ty, któryś był i jest, i będziesz!”

   Dlatego Sobór Trydencki autorytatywnie orzeka, że Msza św. W swej istocie jest tą samą ofiarą, co i ofiara krzyżowa dokonana na Golgocie. I dalej Kościół naucza: „Jedna i ta sama jest ofiara na krzyżu i na ołtarzu, ten sam jest Jezus Chrystus, który ofiarowuje się dziś przez posługiwanie kapłanów, i który wówczas ofiarował siebie na krzyżu. Jedna tylko istnieje różnica w sposobie złożenia ofiary. -Na krzyżu ofiarował się Chrystus w sposób krwawy, natomiast podczas Mszy św.
- bezkrwawy. Toteż prawo liturgiczne Kościoła nakazuje, ażeby na każdym ołtarzu albo obok niego znajdował się krzyż. Ma on wszystkim przypominać najściślejszy związek ofiary krzyżowej z ofiarą Mszy św. Tak jak w ołtarzu Kościół zawsze widział symbol Golgoty.

   Tak więc idąc na Mszę św. idę na miejsce mściwej zbrodni mojej, jak mówi poeta:

                „Płakano nad Twym ciałem. Ale to nie ja
                  Łzy lałem nad owocem mściwej zbrodni mojej.
                  Nie obmyła źrenicy mojej skruchy łza -
                  I wciąż zimny przez wieki nad Twym ciałem stoję!

                            Maria milczeniem grozy wyższym ponad jęk
                            I boleśniejszym niż łzy wszystkich wieków stała-
                            Moja warga milczała, lecz nie był w niej lęk,
                            Ale kształtem pogardy chłodnym skamieniała!”

   Skoro więc chcę należycie uczestniczyć we Mszy św. i moją źrenicę powinna obmyć łza skruchy. Niech wyrazem mojego żalu będzie mocniejsze i z większym przekonaniem uderzenie się w piersi, gdy będę wypowiadał słowa : „Moja wina, moja bardzo wielka wina”. Wtedy moje wargi nie będą milczały, nie skamienieje w obojętności na tak wielką miłość.
    Ale nie chodzi tylko o uczucie, chociaż Pan Jezus będzie bardzo zadowolony, gdy zobaczy, że chce miłością odpłacić za miłość. Ważne będą postanowienia, które powinienem podjąć podczas Mszy św. i potem je wykonać. Mam się zastanowić jaką rolę odegrałem podczas męki Chrystusa
w sposób szczególny. Przez co Jezus najbardziej cierpiał z mojej winy. Może już dość długo nasiedziałem się na tronie Piłata sądząc bliźnich i już pora z niego zejść. Może już czuje, że od tych srebrników pojawiają się na moich dłoniach odciski, a więc wyrzucę je i zacznę zdobywać skarby zalecane przez Chrystusa, których mól nie zniszczy, ani rdza, ani złodzieje nie wykopią, ani nie wykradną?
   A może zdobędę się na ostateczny wysiłek i odwalę ten ciężki kamień grzechów przykrywający grób mojej duszy i pozbędę się tej trupiej stęchlizny przez spowiedź świętą i żal serdeczny
i przyjmę do swego serca i duszy jasne promienie łaski Chrystusowej?
  A więc wcale nie musi być nudno na Mszy św. jeśli nie tyle będę myślał co oni zrobili z Jezusem, ale w szczerej zadumie zapytam siebie, co ja zrobiłem z Chrystusem?

                                                                                                         Ks. Tadeusz Panasiak CPPS





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz