Zaproszenie do Domu Misyjnego św. Józefa

Zapraszamy do Domu św. Józefa w Swarzewie!

Na tej stronie możecie sprawdzić najświeższe terminy w naszym domu, oraz nawiązać kontakt, zobaczyć gdzie jesteśmy:

Google maps (kliknij)

Dziękujemy za wszelką pomoc duchową i materialną, którą doświadczamy od Was!

Nasz Dom św. Józefa służy skupieniom, rekolekcjom dla WKC i dla wszystkich zainteresowanych oraz dla innych ruchów katolickich z Pomorza i z głębi kraju oraz jako Dom Pielgrzyma dla osób odwiedzających położone obok Sanktuarium Matki Bożej Swarzewskiej, Królowej Polskiego Morza. Nie brakuje również spotkań dla dzieci i młodzieży. Regularne rekolekcje odbywają Anonimowi Alkoholicy i inni... Latem spotykają się rodziny katolickie...

W Domu Misyjnym (Rekolekcyjno-Formacyjnym) św. Józefa mieszkają i pracują Misjonarze Krwi Chrystusa: ks. Mariusz Szykuła, ks.Zbigniew Lesiczka , ks.Andrzej Szymański.

Pod nasz Swarzewski Dom podlega Podregion Wspólnoty Krwi Chrystusa obejmujący 9 północnych diecezji

KONTAKT Z NAMI:

Adres: Dom Misyjny p.w św. Józefa, Swarzewo, ul. ks. Pronobisa 6A, Poczta: 84-100 Puck

Telefon - furta: 058 / 674 14 29; 510 282 700 (zapisy na rekolekcje, inne ogólne informacje).

E-mail: swarzewo@odkupieni.pl lub dommisyjny@gmail.com

Konto: Dom Rekolekcyjno-Formacyjny. Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa

PKO BP SA Wejherowo

33 1020 1912 0000 9202 0032 9581 z dopiskiem "ofiara na (...)"

Zgłoszenia: Dom św. Józefa ul. Ks. Pronobisa 6a, Swarzewo. 84-100 Puck . Tel 58 674 14 29; e-mail: swarzewo@cpps.pl , swarzewo@odkupieni.pl lub dommisyjny@gmail.com

informacje o spotkaniach modlitewnych grupy Dobra Nowina na www.dobranowinaswarzewo.blogspot.com

http://dobranowinaswarzewo.blogspot.com/

Zapraszamy na organizowane przez nasz Dom pielgrzymki. Wszelkie istotne informację znajdziecie pod linkiem:

http://naszepielgrzymowanie.blogspot.com/



poniedziałek, 8 stycznia 2018

Zapiski Everesty


DZIECIĘ

Patrycja, jak każdy dzień, tak i te Święta pragnęła spędzić samotnie. Przygotowana w zakąski, dobre
filmy i ciepły koc, rozsiadła się wygodnie na kanapie w salonie.

Wtem usłyszała jakieś delikatne pukanie do drzwi. Pomyślała, że to znowu sąsiedzi obstukują jej nowe drzwi, 
lecz po paru minutach stukanie się powtórzyło, co wprawiło ją w irytację, bo kto by się ośmielił przeszkadzać
jej w odpoczynku. Niespiesznie podeszła do drzwi, rozejrzała się przez wizjer, lecz na korytarzu nikogo nie było.
Już chciała odejść, lecz stukanie się powtórzyło. Nie miała wątpliwości, co do tego, że to nie jest złudzenie. 
Niepewnie lekko otworzyła drzwi i ku jej zaskoczeniu na wycieraczce stało dziecko. Zbita z tropu, rozejrzała 
się po korytarzu za jego rodzicami, lecz nikogo nie widziała, ani nie było słychać oddalających się kroków. 
Nieufnie po patrzyła na dziecko, przyglądając się mu z każdej strony, jak na pozostawiony karton. Dziecko 
cichutko stało, nic nie mówiąc, tylko delikatnie się uśmiechając. Patrycja pomyślała, że to może dziecko, 
któregoś z sąsiadów. Przykucnęła i patrząc na to dziecko spytała, gdzie ma rodziców. Dziecko cichutkim głosem 
odpowiedziało, że Tatuś prosił by poczekało u niej, gdzie będzie bezpieczne. Aż odskoczyła, jakby 
spoliczkowana, co że niby u niej ma poczekać, to chyba jakiś głupi żart. Spytała się jakby drążąc kim jest ten 
Tatuś, usłyszała że władcą ziemi, pomyślała – to mi się trafiło, niańczyć dziecko inwestora.

Zszokowana tą sytuacją stała pod ścianą, cały czas patrząc na to dziecko z coraz większą niechęcią. 
Nikt z jej rodziny, ani znajomych znając ją nie zrobiłby takiej głupoty, jak zlecenie jej opieki nad dzieckiem. 
Wszyscy znali jej wewnętrzną niechęć do dzieci, więc tylko ktoś obcy mógł postawić ją w tak kłopotliwej 
sytuacji.

Co miała zrobić. Zostawić dziecko na wycieraczce i liczyć, aż ojciec po nie wróci, a jeśli nie wróci, przecież to
 dziecko musi się ogrzać. Może powinna zadzwonić na policję lub do opieki, by zabrali dziecko. Jeszcze raz 
spojrzała na dziecko, jakoś jej myśli o policji i opiece uleciały, w tych malutkich oczach zobaczyła spokój, 
więc zaryzykowała.

Powiedziała, dobrze wezmę to dziecko, ale na moich zasadach i warunkach. Ledwie dziecko przekroczyło 
próg, natychmiast kazała stać w miejscu, zdjąć buty, by nie zabłociło mieszkania, oraz zdjąć czapkę, płaszczyk
 i cierpliwie na nią czekać. Ona sama pobiegła do pokoju nie wiedząc czego tak naprawdę szuka, więc 
chwyciła koc leżący na kanapie i kazała dziecku siedzieć na nim.
 
Dziecko grzecznie siadło i czekało, a Patrycja jakby niewzruszona wróciła przed telewizor chwytając miskę 
przekąsek. Po pewnym czasie pomyślała, że może to dziecko jest głodne albo chce pić, więc podeszła do 
zwiniętego w kłębek dziecka bawiącego się wystającą nitką z kocyka i zadała te pytania. Radość dziecka była
dla niej zaskakująca, jakby dawała zamiast tego jakieś bogactwo. Przygotowała kilka kanapek i sok, 
po czym siadła obok i patrzyła, czy czasem nie nakruszy, bo nie miała ochoty sprzątać. Ku jej zdumieniu nie
został nawet okruszek, a w zamian usłyszała cichutkie <dziękuję>. Tylko machnęła ręką i odniosła naczynia do
zlewu, po czym chciała jak przedtem wrócić na kanapę, lecz mijając dziecko usłyszała:< opowiedz mi
historyjkę>. Co?!Historyjkę !? Jeszcze czego!?! Nie znam żadnych historyjek, bajek, ani żartów. 
Co mam powiedzieć??? Po długiej ciszy usiadła i powiedziała: < nie znam żadnych historyjek>, dziecko jakby
zupełnie nie słysząc tego powiedziało< opowiedz mi jakieś wspomnienie z twojego dzieciństwa>. 
Patrycja, aż otworzyła usta ze zdziwienia, jak ona obcemu dzieciakowi ma opowiadać swoje wspomnienia,
przecież i tak nie zrozumie. Ale jak spojrzała w te bystre i wyczekujące oczka zmieniła zdanie, jakby sama 
sobie nie dowierzając, aż pokręciła głową.

Nie szło jej zbyt dobrze, bo nigdy nikomu nie mówiła o swoim życiu, ale dziecko jakby to wyczuwając 
zadawało bardzo pomocne pytania. Opowieść dobiegła do trudnego dla Patrycji momentu, niezrozumienia i
odrzucenia przez rodziców, nagle w oczach dziecka pojawiły się ogromne łzy. Patrycja dała chusteczkę, by się
otarło, ale ono jeszcze bardziej zaczęło płakać, jakby wyczuwając jej ogromny ból, którego nigdy nie okazała.
Najpierw niechętnie leciutko pogłaskała dziecię po głowie, ale to nie skutkowało, więc łamiąc wszystkie
możliwe swoje zasady, wzięła je w ramiona i bardzo mocno przytuliła. Wtedy jakby opadły klapki z jej oczu i 
w tym małym dziecku zobaczyła siebie, jako małą dziewczynkę. Patrycja zaskoczona rozpłakała się, a że od 
dawna nie okazywała uczuć, zawstydziła się ogromnie swoja reakcją, posadziła dziecko na kocu, a sama 
poszła do łazienki obmyć twarz. W jej głowie huczała myśl, że przecież to niemożliwe, że chyba już ze 
zmęczenia traci rozum, więc najlepiej oddać dziecko i iść spać.

Gdy wyszła z łazienki, dziecka na kocu nie było. Patrycja pełna podejrzeń pomyślała, że to mały złodziejaszek.
Przechodząc przez cały dom nigdzie nie znalazła go. Pobiegła do drzwi – były zamknięte, więc gdzie ono jest?! 
Na kocu ujrzała małą karteczkę z napisem :<JESTEM W TOBIE>.
Tylko potrząsnęła głową z myślą, że to jakaś głupota czy sen. Zmęczona szybko poszła spać bojąc się 
kolejnych „niespodzianek”, nie szukając żadnych odpowiedzi na rodzące się pytania.

Następnego dnia przy porannej toalecie, spojrzała w lustro i ku jej zaskoczeniu ujrzała to dziecko z 
wczorajszej nocy zamiast swojego oblicza, aż krzyknęła ze strachu. Gdzieś jakby wewnątrz siebie usłyszała
 <JESTEM W TOBIE>. To nie było złudzenie, przecież jeszcze teraz idąc do łazienki widziała naczynia po 
dziecku. Ale jak to możliwe? Kim ono jest? Dlaczego właśnie przyszło wczoraj? Dlaczego właśnie do niej?

Cały dzień był zupełnie inny niż zaplanowała. Pierwszym punktem na liście była trudna rozmowa z rodzicami, 
z którymi od dawna nie utrzymywała kontaktu. Później zaczęła przeglądać albumy ,jakby szukając
utraconych wspomnień i tego szczęśliwego dziecka, którym kiedyś była. Wtedy zrozumiała, że poprzedni 
wieczór wiele w niej zmienił już na zawsze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz